niedziela, 2 września 2018

Nieruchome piaski


Zapadam się w sobie. Unikam. Spojrzeń, towarzyszy, siebie. Liście powoli opadają a słońce nieubłaganie wschodzi coraz niżej. Chłód między palcami obdartymi ze skóry zmienia mnie. Chcę tylko siebie. Odzyskać.


Patrzę w lustro,  a ono znów w kawałkach. Choć szkło pozostało bez zmian. Wygięła się do wewnątrz bezpowrotnie lipsa ma.


Czekam aż wszystko minie. Bo właśnie nadeszło kiedyś i nic się nie zgadza.


Mnie już nie wzruszają te wschody i zachody wszystkich słońc. Blaski księżyców i przypadki szumnie nazywane przeznaczeniem. Te wszystkie wyniosłe słowa tkane nicią wyrachowania. I nawet te podłe oblewające mój wizerunek jak lepka smoła zostawiam na potem. Otulam się nimi. Niech przywierają jak kołdra z prawdziwego pierza. Moja zła energia. Moja.

Mnie już nie obchodzą te głupie uniesienia i konwenanse. Mam kiepskie nerwy, złe nastroje...


Cóż, nie najlepiej znoszę życie.







sobota, 28 lipca 2018

Prorocze



Lada moment stanie się coś bardzo Złe-go.

Nie. Nie przywołuję. Po prostu śniłam w kolorze jarzębiny. 
I ciszy. Głębokiej jak przepaść. Zimnej. Niebieskiej.

Tak bardzo byłeś obcy dla mnie. Przy niej. Tak nieznośnie obecnej. Karcącym wzrokiem rozcieńczała mną powietrze. Słońce siniało duszone nocą. W niemym bólu znikając utkałam z witek brzozy czarodziejkę.

Bezpośrednie spotkanie z energią w wymiarze prawdy.




Cholera. Że też koszmarów mi się zachciewa w środku lata.
Teraz czekam na kolejnego kopa. Nauczona doświadczeniem wiem, że nadejdzie. Tylko strona ataku mi niewiadoma.

Nie. Nie boję się.
Przygotowuję na prawie-najgorsze.




czwartek, 19 lipca 2018

Księżyc istnieje naprawdę



Jedyna znana mi wiedza, kiedy godzinami nie mogąc zasnąć wpatruje się. Szczeliną okna mającą przynieść ukojenie w porze niemal monsunowej.

Kiedy w końcu przytula mnie sen Ziemia ulega przebiegunowaniu. Świat wyniszczają majestatyczne katastrofy. Piękne w swej istocie apokalipsy.


I wiem już.
Nie mi przybiegniesz na ratunek.








środa, 14 marca 2018

Man in black attire



Można oddalić się od siebie nadal będąc blisko.
Można być tuż obok nie czując bliskości.

Można mieć miłość głęboko w sercu.
Lub tylko na ustach.



Sprawdzam.

środa, 14 lutego 2018

to-nie-my



i znów ze mną zasypiasz
pod lewą powieką
w tym głupim marzeniu w którym Cię nie ma ze mną

bo nigdy nas nie było

bo my te słowa które za nas milczą
i tych dróg nieskończone zakręty
na których wcale nie musieliśmy hamować

bo nidy nas nie było

to same szeptały się dreszcze
i sama tak drżała
ta miłość



poniedziałek, 4 grudnia 2017

Współrzędne



Zakazane słowa. Te, które otrząsają z niepewności. Te, które mogą umiejscowić. Gdzieś. Na osi czasu. Na scenie życia. Pieką w podniebienie. Palą krtań.


Rozmowa jak dym z papierosa, którego smaku już niemal nie pamiętam, unosi się w powietrzu. Czuć jej ciężar. Jest ciągle niema. Odpowiedzi niewypowiedziane stanowią w swojej ciszy czytelny rezonans.
Tu i teraz.

Tu- to takie śmieszne, przenośne miejsce, które jest zawsze tam gdzie Ty.
Teraz- zabawnie ulotna chwila, zanim skończysz ją wypowiadać staje się przeszłością.


Poza granicami "tu" nie istniejemy. Poza brzegami "teraz" nie będzie nas. Bo nigdy nas nie było.


Tu nie stanie się nic więcej.

Teraz nie będzie przewlekłe.



Już to wiem.



poniedziałek, 30 października 2017

Ulotne...



-Kim dla Ciebie jestem?
-Najbliższą mi osobą. Na tę chwilę.


Kiedy zaczynasz rozumieć, że zawsze, zawsze już będziesz tylko tłem. Alternatywą. Z czasem otwierasz szerzej oczy. Budzisz się powoli ze snu. I dostrzegasz. Że na dłuższą chwilę nie masz dla kogoś znaczenia. Nie mieścisz się w długodystansowych ramach. Zawadzasz.

Kwiaty wtedy więdną.
Jak serca.


Są dwie drogi. Każda z nich wymaga pewnego wyrzeczenia. Ta pierwsza jest krótka. Odcinasz ostrym nożem to, co ściąga Cię na dno.To, co wciska Cię w tło. Umniejsza Ciebie w sobie. Zabija wiarę.
W siebie.
Wyrzekasz się kogoś.

Ta druga jest stroma i dłuższa. Akceptujesz to, że nigdy nie będziesz priorytetem. I w milczeniu czekasz. Aż chwila przeminie. Zagryzasz wargi i udajesz. Że chwila wystarcza. Rezygnujesz
z godności.
Wyrzekasz się siebie.


Stoję teraz na rozstaju. I wciąż nie wiem, w którą stronę pójść. Pierwsza strona zabiera wiele dobrego. Ale boli krótko. Druga strona wymaga ogromnej pracy. Spacer nią może nieustannie ranić stopy.
A przecież już nauczyłam się odchodzić. A teraz stoję tutaj i znów nie wiem. Stoję i wypatruję. Horyzontu znaczeń.

O kant dupy! Taki ze mną interes.


Potrzebuję przytulenia jak ochronnego koca. Potrzebuję przytulenia, które nauczy mnie, że miłość może budować, a nie niszczyć. Uskrzydlać, a nie zamykać w klatce. Mimo wszystko. Choćby na jeden moment. Choćby na siłę.

Odwracasz się plecami.